depresja

blogOd jakiegoś czasu prześladuje mnie pech. Niby jest wszystko w porządku, jestem zdrowy na ciele i na umyśle, jednak moje myśli nie nadarzają za wewnętrzną szarpaniną i chaosem zdarzeń. Super sezon jaki miałem ostatnio rozbudził we mnie apetyt na więcej. Uwierzyłem, że potrafię, że mogę, że jestem tu i teraz, że należy mi się. A tu gówno prawda, nic nie jest dane nam na zawsze. Trzeba walczyć zawsze od początku, tak jakby życie miało się właśnie zacząć raz jeszcze. Przeświadczony, że przychodzi mi wszystko zawsze łatwo, nie mogę zrozumieć dlaczego teraz jest inaczej tj. nie przychodzi wcale. Szczęście mnie opuściło można by rzec.

Założyłem sobie że ten sezon poświęcę na dwa duże projekty, nad którymi właśnie pracuję - NOCE i DNIE oraz TRYPTYK. Zachęcony swoim niezłym debiutem jako reżyser WSZYSTKO JUTRO czyli lalki wybawione, postanowiłem pójść dalej i skoczyć głębiej, aby siebie pełniej realizować i poszukiwać własnego języka artystycznej wypowiedzi. Wszystko to, co wydawało mi się, że jest tylko moje i nowe zarazem, tzn połączenie poezji, muzyki ruchu w pewną całość mojej artystycznej wrażliwości i języka scenicznej wypowiedzi, stało się dla mnie przekleństwem. Po licznych rozmowach z dyrektorami teatrów doszedłem do wniosku, że taki teatr nie jest potrzebny. Dzisiaj wszystko musi dziać się szybko, musi walczyć, określać jakąś ideologię, musi być kontestacją życia i klasycznych kanonów. Piękno życia i śmierci nie ma teraz co szukać we współczesnym teatrze. Osobiste odniesienia bez społecznej ideologi nowego teatru nie są atrakcyjne dla dyrektorów teatrów. Ma się DZIAĆ!!!! A ja tego nie gwarantuję. Moje przemyślenia na temat piękna i osobisty stosunek do życia nikogo tak naprawdę nie interesuje. Tak, więc projekty realizuję do szuflady.

Nie chcę rozpisywać się jakby te projekty miały wyglądać, chociażby z tego powodu aby nie dawać satysfakcji wszystkim tym, którzy mi źle życzą lub przez nieuwagę sprzedawać teraz swoje koncepcje i pomysły realizacji scenicznych, a tak chętnie wykorzystywanych przez znajomych reżyserów. Często zdarzało mi się już w przeszłości, że moje pomysły były wciągane do obcych realizacji, bez przysłowiowego dziękuję. Tym razem chcę tego uniknąć. Skazuję się tym samym na samotność i odtrącenie, być może na własną prośbę właśnie. Jednak na kompromisy pójść nie chcę. Pozostały mi jeszcze festiwale taneczne, na których mogę śmiało i z osobistą dumą artysty demonstrować swój bunt i swoją wrażliwość w WAITING oraz Z Tobą chcę oglądać świat. Dopóki te projekty żyją ja również w świecie teatru żyć będę. Tymczasem pogrążam się w depresji i smutku odtrącenia. Spierdalam do lasu. Ludzie bolą!!

Ostatnio Ania Królica pytała mnie jak wyglądały audycje do Piny Bausch. Droga Aniu postanowiłem odpisać Ci za pomocą mojego bloga. Wiele osób pytało mnie jak takie audycje wyglądały i dlaczego nie spróbowałem raz jeszcze.

Jest rok 1993 z Polskim Teatrem Tańca byliśmy na Festiwalu w Edynburgu. W tym samym czasie na tym samym Festiwalu była z Cafe Muller Pina Bausch. Mieliśmy to szczęście oglądać ten spektakl tam właśnie. Byłem oszalały i podniecony. Po nim wszystko było już inne. Nie chciałem tańczyć jak dotychczas, nie chciałem myśleć o tańcu i o teatrze w kategoriach nauczonych schematów. Chciałem tylko tego właśnie. Jeszcze nie za bardzo rozumiałem, nie docierało do mnie, że edukacja w Poznaniu skończyła się dla mnie. Chciałem tańczyć jak Pina, chciałem myśleć jak Pina, chciałem wzbudzać tylko takie emocje jak Pina. Całe dotychczasowe moje wykształcenie i doświadczenie wywaliłem na śmietnik. Chciałem pracować u Piny Bausch. Stało się to mim marzeniem i jednocześnie obsesją. Jednak bałem się, wiedziałem, że to co umiem jest niewystarczające, nie wierzyłem w siebie. Czekałem.

Jest rok 1996, jestem solistą Teatru Wielkiego w Poznaniu. Tańczę główne role w wielkich baletach klasycznych Jezioro łabędzie, Giselle, Popołudnie Fauna, Sylfidy, itd. Nie kocham tego, boję się tych spektakli, wiem że mam dużo zaległości w wykształceniu baletowym, to nie mój język. Nie chcę tego robić, nie wierzę w siebie.

Dostaję informację od znajomych - Pina Bausch robi audycje za trzy dni. Mało czasu na podjęcie decyzji, nie mam wyjścia, jadę. Towarzyszy mi strach. Jest 180 osób, większość to świetni tancerze. Ja z Polski, z tego gorszego wtedy świata, bez znajomości języka bez wiary w zwycięstwo.

Godz 10 rozpoczyna się lekcja tańca klasycznego. Trwa 2,5 godz, całą wieczność. Po niej Pina podchodzi do każdego tancerza podaje rękę i dziękuje za spotkanie, niektórym proponuje aby zostali. Myślę, że odpadłem. Pina każe mi zostać, jest nas 30 osób. Szaleję, właśnie zacząłem się bać. To już nie są żarty. Zaczynamy repertuar. Święto wiosny - taniec dziewcząt. Uczymy się wszyscy. Pracują z nami tancerze jako asystenci, pomagają nam. Pina cały czas nas obserwuje, siedzi przy dużym stole, pije kawę i pali żółte camele, jeden od drugiego. Podchodzi do mnie, daje uwagi. Staram się, wypruwam flaki. Nie tak. Poprawia mnie. Daję z siebie wszystko. Nie tak. Poprawia mnie. Powtarza się to, myślę w nieskończoność. Zmiana. Panowie oddzielnie tańczą i improwizują. Zmiana. Dobieramy się w pary. Jedna osoba tańczy druga wykrzykuje jej imię. Po kolei. Improwizujemy. Jest super. Wszyscy przechodzą gładko. Przy mojej parze stop. Jeszcze raz. Coś jest nie tak, myślę. Dostaję uwagi i od początku powtarzam, tak kilka razy, zaczynam myśleć że jestem tępy. Jestem zły na siebie. Koniec audycji. Minęło 8 godz. Pina podchodzi do nas dziękuje, podaje rękę każdemu , żegna się z nami. Od 7 osób biorą adresy i telefony. Jestem w tej grupie. Nie rozumiem już nic, mam mieszane uczucia. chcę wracać do Polski, jestem wykończony. Podchodzi Pina i pyta czy mogę zostać jeszcze trzy dni. Nie dowierzam. Jestem w niebie. Zostaję.

Mieszkam u Nazaret Panadero, prywatnie żony Janusza Subicza. Biorę udział w próbach do nowego spektaklu CZYŚCICIEL SZYB. Nie znam języka, jest mi trudno. Pomagają mi tancerze Nazaret i Andriej. Dostajemy zadania tzw tematy na improwizacje np człowiek broń, walka o władzę, wiatr itd. Pina siedzi przy stole, pracuje, pisze, rozmawia z tancerzami, przeglądają video z wcześniejszych improwizacji. Decyduję się stanąć przed Piną, mówię nazwę zadania. Wszyscy milkną, tańczę, Pina każe mi powtórzyć, nagrywa. Staram się być aktywny. Często staję przed stołem Piny i realizuję co raz to nowe zadania. Jestem za każdym razem nagrywany.Boję się, jednocześnie jestem nieprzytomnie podekscytowany. Jestem blisko, co raz bliżej. Chcę mówić jak się czuję dziwnie i jaki jestem tym wszystkim podniecony. Nie umiem. W końcu staję przed stołem i Piną zaczynam improwizację na temat walka o władzę. Zaczynam mówić po polsku ściszonym głosem o moich marzeniach od 1993r. kiedy pierwszy raz widziałem Cafe Muller w Edynburgu, o tym co robię w Polsce, co tańczę, co chcę robić, że tylko Jej Teatr się dla mnie liczy, zaczynam podnosić głos, krzyczę, nie chcę wracać, chcę zostać, ściszam głos, mówię o tym co mnie czeka, że Jezioro, że balet, że nie ja, płaczę i...zupełnie bez sensu powiedziałem ich spreache nicht Deutch. Uciekłem z sali. Zapaliłem papierosa, chciałem się jak najszybciej uspokoić. Stałem na korytarzu sam, skompromitowany i zalękniony. Przyszła Pina. Zapytała co ja w tej Operze tańczę. Powiedziałem że książąt w baletach klasycznych. Uśmiechnęła się, przytuliła, powiedziała tylko "biedny chłopiec". Wszystko.

Wyjechałem do Polski. Jechałem autobusem i słuchałem pieśni Beniamino Gili, które Pina wykorzystała w jednym ze swoich spektakli ARIEN, a które podarowała mi Nazaret. Byłem chory. Gorączka złapała już mnie w drodze, po powrocie odezwała się stara kontuzja. Zwolnienie, depresja, smutek, podniecenie. Czekałem na wiadomość. Nie przyjęła mnie. Byłem za młody miałem wtedy tylko/aż 27 lat. Wróciłem do baletu klasycznego. Tańczyłem dalej. Zacząłem robić własne choreografie. Do Piny nie wróciłem już nigdy.

Szukam JĄ cały czas w moich choreografiach.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Designed by Web Design Sinci Powered by Warp Theme Framework