walka

Przyszedł czas na przemyślenia. Od zeszłego roku targają mną sprzeczne emocje. Dużo pracowałem, w różnych miejscach, w różnych teatrach, z wieloma zdolnymi i mniej zdolnymi ludźmi. Miałem do czynienia z presją czasu, talentu, miejsca i ludzkich słabości. Nie zawsze umiałem poradzić sobie z tym wszystkim naraz. Jak to bywa w normalnym, też nieteatralnym życiu, spotykałem wiele ludzi dobrych jak i hieny, czyhające na każdy najmniejszy mój błąd. A błędów popełniałem jak nigdy wcześniej, mnóstwo. Przede wszystkim na powrót stałem się łatwowierny, ale i pewny siebie. Może za bardzo. Zamieszkałem w Warszawie, aby mieć jakiś ogląd sytuacji teatralnej z bliska. Po wcześniejszych sukcesach w stolicy myślałem, że mój dalszy pobyt tutaj to pestka. Myliłem się, i to jak bardzo. Spotkałem mnóstwo ludzi mi „życzliwych”, z jednej strony chętnych do pomocy a z drugiej...sam nie wiem. Planów miałem/mieliśmy wiele, wszystkie ambitne, w założeniach świetne. Same komplementy zbierałem, na lewo, na prawo. Wiadomo - stolica, wiele możliwości, ale i czyhających niebezpieczeństw. Z jednej strony praca w teatrach warszawskich (Opera Narodowa, Teatr Narodowy, Teatr Dramatyczny, Teatr Studio itd.), z drugiej strony nic to nie znaczy zupełnie. Nie zaiskrzyło, nie ma chemii, nie mam szczęścia, nie chcą mnie. Mikołaj niewarszawski jest i tyle.

Na początku roku zapaliłem się do wystawienia, odkładanego od dwóch lat, TRYPTYKU. Wszystko szło jak po maśle, gładko. Sami życzliwi mi ludzie chętni do pomocy, od Instytutu Teatralnego i Instytutu Adama Mickiewicza aż po Instytut Tańca świeżo powstały właśnie. Pisaliśmy liczne podania do Ministerstwa Kultury i po granty, którymi dysponowały programy instytutowe. I dupa. Mimo licznych, przychylnych zapewnień o celowości stworzenia mojego TRYPTYKU, pieniądze popłynęły do innych artystów.

Ministerstwo jak i Instytut Tańca nie dał mi możliwości pracy za państwowe dotacje. W uzasadnieniu dowiedziałem się jedynie, że jestem za drogi, gdyż zażyczyłem sobie za spektakl 5 tys zł. Jak dla tych instytucji kwota ta okazała się stanowczo za wysoka. A ja dowiedziałem się, że można wyprodukować spektakl za zupełnie inne pieniądze, pewnie mniejsze. Jednym słowem pochwalili, ukochali i pogonili gdzie pieprz rośnie. TRYPTYKU w Warszawie nie będzie i koniec tematu.

Trochę sobie ponarzekałem a teraz do roboty. Cały czas montujemy film z Polą Rożek, która jest montażystką i pomaga mi ooooo bardzo dużo. Jest to dla mnie nowe doświadczenie z tym filmem. Nic nie wiem, wszystko wydaje mi się jak Marsa. Nie kumam bazy zupełnie. Na szczęście jest Pola i pewnie nasze „Popołudnie Fauna” powstanie w zaplanowanym czasie na 100 lecie powstania tego kultowego już spektaklu Wacława Niżyńskiego.

Poza tym, mimo ciężkich warunków lokalowym, z Tomkiem Bazanem przygotowujemy na Konfrontacje Teatralne i Maat Festiwal w Lublinie „Święto Wiosny”. Tańczyć będziemy do wykonania tego utworu w transkrypcji na dwa fortepiany. Będzie to jak sądzę pierwsze publiczne wykonanie „Święta Wiosny” w tej transkrypcji w Polsce. Towarzyszyć nam będą wspaniali pianiści Anna Kozub i Arnold Dąbrowski. Robota idzie pełną parą, choć dzielimy się na grupy ze względów taktycznych i praktycznych.

Dzięki uprzejmości Tomka Bazana i Festiwalu Maat rozpoczynam pracę nad niemającym dotychczas szczęścia moim TRYPTYKIEM. O nim teraz nie zamierzam się rozpisywać, jedynie chcę Tomkowi podziękować, że pomaga mi przy tym projekcie.

Samo mieszkanie w stolicy ma jednak mnóstwo zalet. Poznałem inne oblicze miasta, nie to teatralne. Warszawiacy są super, są otwarci, są życzliwi i wspaniali. No i zakochałem się.

 

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Designed by Web Design Sinci Powered by Warp Theme Framework