za górami za lasami

Dawno mnie tutaj nie było. Trochę nuda, trochę zniechęcenie. Zabawka się wybawiła. Dwa miesiące walki ze sobą co by tutaj wrócić. I te pierdolone komentarze, które mnie wkurwiały. Na szczęście mam to już w dupie teraz. Po za tym dużo się działo, tak po prostu życiowo. Wiele zmian, wiele zmian. Podróże dookoła czego się tam da. Byłem tu i tam też. Najpierw Litwa potem Kuba, Belgia, a po Polsce się po prostu zajeżdżałem. Zupełnie jakbym się przygotowywał do egzaminu z prawa jazdy hehe. Poznałem mnóstwo fantastycznych ludzi, z którymi wypiłem morze wódki i przegadałem całe dnie i noce. Przy okazji paru kutasów musiałem również strawić i sprawdzić swoją wytrzymałość na wszelkiego rodzaju inności i dziwowidła. Jednym słowem udało się przetrwać okres burzy i naporów przedzimowych.

Najważniejsze, przestałem być bezdomnym. Wynająłem mieszkanie. Super sprawa. 36 metrów zupełnie dla mnie i tylko dla mnie. Skończyła się tułaczka i wieszanie się na barkach przyjaciół. Lekki syf był z tego powodu czasami. I te ciągłe pakowanie całego dobytku przy każdej zmianie miejsca kwaterunku. Ja pierdolę, mam to już za sobą wreszcie. Teraz jak porządni ludzie se mieszkam na swoim, gotuję na okrągło, buszuję w internecie ( przy okazji zmieniłem Orange na Playa - jest o wiele lepiej, a i większą przepustowość mam teraz ) i popłakać mogę sobie bez krępacji. W końcu mogę się nudzić na okrągło i w nosie podłubać również. Dużo myślę o niczym, o czasach minionych, o tym co za górami, co za lasami. Gdzie by mi było dobrze i lepiej i jeszcze lepiej...aż w końcu bym się zesrał z tego całego dobra przesłodzonego.

Byłem na Kubie. Wakacje, pierwsze od dziewięciu lat. Maciuś mnie namówił. Hawana, Trinidad..piękni ludzie, morze ciepłe, słońce świeci, pięknie dookoła..ulepek w chuj. Z tego szczęścia dupę mi w końcu rozerwało i zakochałem się. Ot tak nieracjonalnie, nieodpowiedzialnie i nieoczekiwanie. A teraz na mailach siedzę, języka się uczę, co by kompromitacji do końca nie było. I tyle zostało po podróżach za góry, lasy i ruskie lotniska. No chyba że spierdolę z powrotem.

Teraz siedzę w Opolu, zapierdalam dla kolejnego reżysera co wie, co i jak należy i ma być super i siema. Po drodze były Święta u mamusi. Było rodzinnie, tak z gwiazdką, choinką i maminymi problemami. Żarliśmy, gadaliśmy, kłóciliśmy się o nic, o niczym ważnym, o niczym ciekawym. Wszystko bez sensu jak chuj z pod kredensu. I taka była właśnie opcja i sytuacja. I jak tu kurwa normalnie żyć ? W domu i w pracy chujnia, dookoła piździ jak za cara. Ludzie smuty walą. Za góry za lasy wypierdalam.

Teatr mnie nudzi. Miłość się liczy teraz. Kochać mi się chce. Celu i sensu i doznań niecodziennych mi potrzeba. Taki ogień chcę wykrzesać, co by płonęło wszystko w chuj, jak za dawnych lat. Dosyć mam nic niewartych duperel. A zaczynało się tak pięknie. Ze dwadzieścia lat temu, z górki to było. Tomaszewski, mistrz pantomimy przyjął mnie do swojego teatru. Prosto po liceum byłem. Nic nie umiałem. Byłem zwariowanym maniakiem z głową zasraną marzeniami nierealnymi. Chciałem góry i lasy przenosić...i przenosiłem. Założyłem się z kolegą że dostanę się do najlepszego wtedy teatru w Polsce. Dostałem się. Przegoniłem całą watahę konkurentów, co po szkole pantomimy byli. I zaczęła się moja podróż, na ślepo, na głucho, w nieznane. Był cel, był sens, w końcu było kogo gonić, nadrabiać zaległości, były autorytety. Był Mistrz, największy z wielkich. Kochałem Go na maxa. Wierzyłem w każde Jego słowo, najmniejszy choćby kaprys. Był prawdziwym przewodnikiem i nauczycielem. Wielki Pan!!! Teraz nie ma mistrzów, nie ma sensu. Nie ma mnie kto w dupę kopnąć, a nadstawiam się codziennie, nadstawiam się wszędzie, przy każdej okazji. Nikt nie podnieca, nikt nie zapładnia. Słabeusze sami, cholera jasna. Mistrzu wracaj!!!!!!!!!!! Ja za góry ja z lasy....

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Designed by Web Design Sinci Powered by Warp Theme Framework